sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 11

Poszłam otworzyć drzwi a po piętach deptał mi Wiewiór.
-Spodziewasz się kogoś o tej porze?
-Tak...wiesz zwykle o tej porze przychodzi do mnie taki jeden przystojny szatyn-powiedziałam otwierając drzwi. Kiedy zobaczyłam Przemka poczułam silne kłosowe ramiona na swojej talii.
-Yyy...przeszkadzam wam?-spytał lekko zmieszany.
-Nie no co ty. Właź do środka-powiedziałam z uśmiechem
-Hej jestem Przemek, a ty jesteś pewnie tym słynnym chłopakiem Pauli, który lubi gubić telefony?
-Tak to ja-uśmiechnął się Karol dalej mnie obejmując.
-Może byś mnie już puścił?-zwróciłam się do siatkarza
-A od kiedy ci to przeszkadza kochanie?
Miałam go
już opieprzyć, kiedy zatkał mi usta pocałunkiem.
-Napewno wam nie przeszkadzam?-spytał Przemo
-Nie no co ty-rzucił z sarkazmem Karol
-Zachowuj się jakoś wiewiór-skarciłam go-Zapraszam do salonu-uśmiechnęłam się do kolegi, który niepewnie podążył za mną.
-Napijesz się czegoś?-spytałam wyswobodzając się z uścisku Karola.
-Wina poproszę.
-Mi też dolej kotku-powiedział Kłos
-Jasne skarbie...ups tak mi przykro-powiedziałam wylewa jąc mu wino na koszule
-Nic się nie stało. Pójdę się przebrać-uśmiechnął się i wyszedł
-Ufff....pilnuje cię-odetchnął Przemek
-Czasami jest zdecydowanie nadopiekuńczy-westchnęłam
-Powiedz mi lepiej jak się trzymasz?
-W porządku-powiedziałam
-Co się z tobą działo przez siedem lat? Kiedy wróciłaś?
-Po śmierci rodziców...zajęła się mną babcia. Mieszkałyśmy w Sopocie. Cztery lata po wypadku umarł mój dziadek. Babcia nie mogła się pozbierać i wkrótce straciła zmysły. Wtedy poznałam Dawida...
-Już jestem-usłyszałam Karola-Nie wziąłem ubrań a ta plama nie chciała zejść. Mam nadzieję, że się nie krępujesz-zwrócił się do Przemka z dziwnym uśmieszkiem i usiadł koło mnie obejmując mnie ramieniem.
-Nie nie spoko-powiedział i lekko się uśmiechnął-Kontynuuj-zwrócił się do mnie.
-Poznaliśmy się na imprezie. Był taki czuły I opiekuńczy. Pomagał mi z babcią. Wiedziałam że mogę na niego liczyć. Gdy w zeszłym roku umarła moja babcia...Dawid wszystkim się zajął. Zorganizował pogrzeb....Potem przeprowadziliśmy się do Gdańska. Po pewnym czasie zostaliśmy parą, było cudownie przez dwa lata...a potem mnie zostawił w walentynki-rozpłakałam się i wtuliłam w Karola
-Szybko sobie znalazłaś pocieszenie po moim braciszku-rzekł Przemek
-O czym ty mówisz?-spytał zdezorientowany Karol
-Jak to po twoim bracie? -spytałam zdziwiona
-A no widzisz skarbie bo ty o niczym nie wiesz. Dawid to mój kochany starszy braciszek-powiedział z uśmiechem.
-Wypierdalaj stąd gnoju albo cię wyrzuce-warknął Karol
-Dobra już idę nie gorączkuj się stary-powiedział szatyn wstając z kanapy-Mój brat nie będzie zadowolony że tak szybko o nim zapomniałaś-rzucił i wyszedł chwiejnym krokiem.


Perspektywa Karola
Gotowało się we mnie jak nigdy. Paula siedziała wtulona we mnie i płakała
-Oni to wszystko uknuli. -mówiła a łzy spływały po wilgotnych policzkach
-No już cichutko. Nie płacz-mówiłem gładząc ją po włosach.
-Przemek był moim pierwszym chłopakiem wiesz?-powiedziała patrząc mi w oczy-Już od piaskownicy. Byliśmy nierozłączni a potem umarli moi rodzice.
-Tak mi przykro-szepnąłem jej we włosy 
-Wcale nie powinno być ci przykro! Nie rozumiem czemu się nade mną uzalasz! Przecież jestem dla ciebie gówniarą!
-Nie gadaj głupot-powiedziałem patrząc jej w oczy
-Jakich głupot?! Przecież jestem młodsza od ciebie o 10 lat!!!
-I przeszkadza ci to?
-Nie chcę psuć ci życia.
-Nie psujesz go-powiedziałem gładząc ją czule po policzku 
-Nie?
-Nie-uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w czoło 
-Co ty we mnie widzisz?-spytała patrząc mi w oczy 
-Jesteś taka mała, taka blondynkowata i taka bezbronna a jednocześnie strasznie wkurwiająca. Masz śliczne oczy i piękny uśmiech.
-Dobra przestań.
-Nie dlaczego? Tak ładnie się czerwieni sz. 
-Czemu mi to robisz?
-Bo cię kocham-powiedziałem I wpilem się w jej usta.  Były takie miękkie i malinowe. Odwzajemniła pocałunek. 
To była cudowna chwila. Musnęła moje usta i delikatnie się Odsunęła. 
-Dziękuję-powiedziała i ponownie z łączyła nasze usta w pocałunku. Była taka delikatna i bezbronna. Zaniosłem ją do sypialni i ostrożnie położyłem  na łóżku. Ostatni raz musnąłem jej usta.
-Dobranoc skarbie-szepnąłem.
-Nie zostawiaj mnie.
-Nie zostawię-powiedziałem patrząc jej w oczy. Wtuliła się we mnie i zasnęliśmy.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 10

Perspektywa Karola
Lot minął nam w miarę szybko. Bez telefonu to jak bez prawej ręki. Ja Karol Kłos jestem tego najlepszym dowodem.
-Dobra Igła. Samolot powrotny mam za pół godziny. Jak możesz to weś mój bagaż
-Kiedy przyjedziesz?
-Nie wiem.  Może jutro. Zależy od pewnej blondyny.
-Daj znać. To przyjadę po ciebie na lotnisko.
-A ty nie jedziesz nigdzie na wakacje z rodzinką?
-Chyba nie.
-To ty nie wiesz?
-Daj ty mi spokój. Iwonka się takimi sprawami zajmuje.
-Takiemu to dobrze.
-Nic trudnego. Wystarczy pójść po rozum do głowy. Wyznać miłość pewnej pannie, która cię kocha... i tyle.
-Taa... Krzysiu żeby to było takie proste.
-To jest proste tylko wy to sobie utrudniacie.
-Dzwoni ktoś do ciebie. -powiedziałem, gdy usłyszałem dźwięk jego telefonu
-O wilku mowa. -odpowiedział i podał mi swojego fona. Dzwoniła Paula.
-Daj mi tego rudego do słuchawki.
-Powiedzmy że przy telefonie.
-Matko jaki ty miły jesteś jak nigdy.
-Czemu dzwonisz?
-Jak ty właściwie chcesz tego swojego skarba odzyskać?
-Przyjadę po niego.
-Przecież podobno nie możesz.
-Już mogę.
-Nic nie rozumiem.
-Długa historia. Opowiem ci jak przyjadę. Za 7 minut mam samolot.
-To ty przyjedziesz dzisiaj?
-Tak. A co?
-Też długa historia. Będę czekała na lotnisku. Znając ciebie pewnie byś się zgubił.
-Jaka ty kochana jesteś. -powiedziałem z sarkazmem w głosie
-Tak wiem. Ciągle mi to powtarzają. Cześć wiewiórka.
-Cześć kartofle. -powiedziałem i się rozłączyłem
-Ja lecę. Zaraz mój samolot. Do zobaczenia za jakiś czas.
-Trzymaj się młody. -powiedział jeszcze gdy oddałem mu samsunga. Pobiegłem w stronę odpowiedniej odprawy.


Perspektywa Pauliny 
Odziwo odzyskanie Kłosowego telefonu było nadzwyczaj łatwe. Miałam dzień dobroci dla zwierząt i od razu po telefonie wyszłam do hotelu.
-A ty gdzie się wybierasz?-spytała Nati susząc włosy 
-Do hotelu 
-Uuu...a po co?
-Pewien debil zostawił tam swojego kochanego iPhone....
-Nie gadaj że zadzwonił z tym do ciebie?!
-Nie miał wyjścia bo ty nie odbierałaś. 
-Biedaczek-zrobiła smutną minkę 
-Tak. Też mu współczuję. W końcu nie ma nic za darmo-westchnęłam i zaczęłyśmy się śmiać
-Spadaj bo jakaś sprzątaczka go weźmie-powiedziała brunetka 
-To papa-powiedziałam i wyszłam 
********
-Dzień dobry w czym mogę pomóc?-usłyszałam męski głos 
-Dzień dobry-kurde Paula myśl co by mu powiedzieć!-Byłam tu wczoraj ze swoim chłopakiem i...no wie pan...zapomniałam czegoś wziąć-mówiłam zmieszana-Mogłabym pójść i zabrać zgubę?
-Wie pani teoretycznie nie powinienem-starał się zachować powagę-Ale dla starej kumpeli mogę zrobić wyjątek-powiedział z szerokim uśmiechem
-Przemek?-spytałam nie mogąc uwierzyć
-To ja-uśmiechnął się promiennie i mocno przytulił
-Dawno się nie widzieliśmy
-Tak z jakieś...
-W grudniu będzie 7 lat-powiedziałam wymuszając uśmiech
-Nie myśl o tym-szepnął-Co u ciebie? Kiedy wróciłaś?
-Przemuś w pracy ponoć jesteś-zaśmiałam się
-A no racja więc do którego pokoju chciałabyś klucz?
-121 poproszę
-Czekaj a tam nie byli siatkarze?
-Byli ale już ich nie ma-wyszczerzyłam się
-Okey....pójdę z tobą. Czego właściwie szukasz?
-iPhone....o mam!-krzyknęłam uradowana-Dzięki za pomoc-pocałowałam przyjaciela w policzek.
-Nie ma sprawy-uśmiechnął się-Teraz nie mam czasu, ale co powiesz na kawę? Kiedyś tam? Opowiesz co słychać.
-Z wielką chęcią. To mój numer-podałam mu karteczkę-Do zobaczenia
-Cześć-rzucił z uśmiechem i wróciłam do domu.

******
Stałam właśnie na lotnisku czekając na tego lamusa. A nie przepraszam na gwiazdę światowej klasy. Mianowicie lot Karola Kłosa przyleciał pół godziny temu a go nigdzie nie było....
-Paula!!!-usłyszałam znajomy głos...Ocho zguba się znalazła-pomyślałam
-Cześć-powiedziałam i znalazłam się w karolowych objęciach. -Stęskniłeś się czy tak bardzo zależy ci na telefonie?
-Jedno i drugie, ale bardziej to drugie-wyszczerzył się.-To dostanę telefon?
-To zależy czy będziesz grzeczny-pokazałam mu język I poszłam w stronę samochodu
-No nie bądź taka-prosił-Ej czyj to samochód?
-Mój.
-Ale ty nie masz prawa jazdy!-oburzył się
-No i co z tego? Za 2 miechy skończę 18-stkę to se wyrobię.
-A kurs?
-Mam skończony
-Ale jak?
-Normalnie. Znajomości Karolku, znajomości-poklepałam go po policzku i ruszyłam.
*****
-Wreszcie jesteś...cie-powiedziała brunetka otwierając drzwi
-Karol strasznie marudził-rzuciłam i poszłam do kuchni
-Wcale nie!-zaprotestował-Wiesz jak ona jeździ?!-spytał zbulwersowany Natalii
-Jak Kubica-wzruszyła ramionami
-Mogłem zginąć!
-Bo nie dam ci telefonu-pogroziłam mu.
-Już nic nie mówię-mruknął i usiadł na krześle.
-Kawy panikarzu?-spytałam z uśmiechem
-Poproszę...oddasz mi telefon?-spytał patrząc mi w oczy
-Hmm....w sumie to mogę...
-Zrobię wszystko co zechcesz.
-Wszystko?
-Tak-powiedział zdecydowany
-W takim razie pomyślę co mógłbyś dla mnie zrobić-powiedziałam oddając mu iPhone
-Dziękuję dziękuję dziękuję-mówił jak dziecko które dostało zabawkę i pocałował mnie w policzek.
-Tylko żeby było jasne Karolku, spróbuj nie dotrzymać słowa to zamieszczę na Fb twoje przypałowe zdjęcia-powiedziałam ze śmiechem a Natalia mi zawtórowała. Natomiast mina Karola wyrażała wszystko...
-Skopiowałaś moje zdjęcia???
-Filmiki też-wtrąciła Natka
-Nie...-zaczął 
-Tak-mówiłam z uśmiechem 
-Nati powiedz, że to nieprawda....
-Najprawdziwsza
-Jestem skończony-powiedział chowając twarz w dłoniach 
-Nie przesadzaj taka straszna nie jestem-powiedziałam z uśmiechem 
-Tylko jej się nie narażaj.
-Ała no co?-spytała brunetka 
-Weź go nie strasz-powiedziałam i się zaśmiałam
-Czyli jak będę grzeczny to nikt nie zobaczy tych zdjęć?-upewnił się jedząc ciasto
-Dokładnie
-Więc spróbuję....I jeszcze raz przepraszam...za wszystko-powiedział patrząc mi w oczy
-Powiedzmy, że ci wybaczam-powiedziałam uśmiechając się
-Znowu masz dzień dobroci dla zwierząt?-spytała zdziwiona Natka
-Wiesz o wiewiórki trzeba dbać-posłałam Karolowi piękny uśmiech
-Dzięki-powiedział uśmiechając się.
-Spoko-dostałam buziaka w policzek-Nie przesadzasz czasem?-spytałam patrząc na niego uważnie
-Nie-wyszczerzył się- i mam jeszcze jedną malutką prośbę...
-Słucham-spojrzałam na niego uważnie
-No bo ten...Yyy...samolot do Rzeszowa mam dopiero jutro....no i nie chciałbyś przenocować dwumetrowego wiewióra?
-Przykro mi, ale Natalia ma alergię na futro-powiedziałam.
-Nie ma sprawy, gdyż ponieważ Natalia wychodzi. Wrócę jutro. Pa-brunetka cmoknęła na pożegnanie i wyszła.
-Super, zawsze można na nią liczyć-mruknęłam
-To zostaliśmy sami-poruszył dziwnie brwiami.
Pokręciłam z politowaniem głową.
-Wina?-spytałam
-Chcesz mnie upić?!-oburzył się
-Nie ja to nie ty-pokazałam mu język
-Jejku Paula no...przepraszam
-Ale czy ja coś mówię?-spytałam z miną niewiniątka
-Znęcasz się nad zwierzętami-powiedział i rzucił we mnie poduszką.
-O nie...znęcać to ja się dopiero zacznę!-krzyknęłam I rzuciłam się na niego z poduszką.
-Ej ale złaź ze mnie!
-Nie ma mowy!
-Jeszcze nie piłaś a już Ci odwala
-W takim razie za wiewiórki-powiedziałam unosząc kieliszek
-I wredne blondynki-uśmiechnął się łobuzersko.
-Oj Kłosik Kłosik-potargałam mu włosy
-Nie kłosikuj mi tu, tylko młoda damo  chciałem zauważyć iż jesteś nie letnia i nie możesz pić. Więc ja zajmę się ot tutaj butelką a ty weź sobie soczek.
-Jak chcesz-wzruszyłam ramionami i po chwili wróciłam z butelką sheridansa w ręku.
-Ej ej ej a co to ma być?
-Yyy...no soczek-uśmiechnęłam się.
Już miał coś powiedzieć kiedy zadzwonił dzwonek.


niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział 9

Perspektywa Igły  
Paula wyszła a tuż za nią poszedł jej Romeo. Nie przejęliśmy się tym za bardzo, bo oni jak to oni. Zaczęliśmy grać w butelkę. Kubi pozbywał się koszulki z mojego polecenia  kiedy w pokoju zjawił się Karollo.
-Co ty młody taki niemrawy? -spytał Guma
-Gdzie Julię zgubiłeś? -zapytał lekko rozbawiony Wrona
-A dajcie wy mi wszyscy święty spokój! -krzyknął wkurwiony, trzasnął drzwiami i wyszedł
-Grajcie dalej, ja zaraz wracam. -powiedziałem wstając z podłogi
-Kubiak kręcisz!... -usłyszałem gdy zamykałem drzwi
Wszedłem do Kłosowego pokoju i zobaczyłem środkowego leżącego na łóżku.
-Czy ja naprawdę nie mogę mieć chwili spokoju!? - wrzasnął młody
-Uspokój się młody. Lepiej mów co znowu zjebałeś.
-Wszystko!
-Co znaczy wszystko?
-Powiedziałem jej o zakładzie.
-I jak zareagowała?
-A jak mogła kurwa zareagować!?
-Nie gadaj że znowu Ci wypierdoliła w twarz?
-Ciebie to bawi?
-Szczerze to...tak. Oboje zachowujecie się jak gówniarze. Nie wiem czy ty nie masz języka w gębie, żeby jej powiedzieć że ją kochasz?
-Wcale jej nie kocham! Okey?
-Taaa... jasne. A ja mistrz olimpijski jestem!
-Weź Igła zobacz czy cię nie ma gdzie indziej.
-Hmm....skoro jestem tutaj to nie mogę być jednocześnie gdzie indziej. ...chyba że w innym wymiarze-zacząłem się zastanawiać
-Dobra nie filozofuj mi tu tylko się odwal.
-Nie.
-Czemu?
-Nie będę bezczynnie stał i patrzył jak dwoje młodych zakochanych w sobie ludzi zawzięcie wypiera się swojego uczucia.-powiedziałem spokojnie
-Tobie chyba coś na mózg padło. Chyba lepiej wiem co czuje....
-Z tego co pamiętam wcześniej mówiłeś że ją kochasz jak cholera-popatrzyłem na niego uważnie
-Urojenia masz jakieś.
-Nie
-Słyszysz głosy? To się leczy Krzysiu-powiedział i wyszedł.
No super! Brakuje mi tylko tego żeby znowu gdzieś wyszedł. Zaraz gówniarz wsadzi gdzieś łeb i tyle z tego będzie....Ale skoro tak chce...nie będę go cały czas niańczył. Koniec. Wyszedłem z pustego pokoju i wróciłem do siebie.
-Jak ci poszło?-spytał Wrona
-Polazł w cholerę...-wzruszyłem  ramionami-Gdzie Nati?
-Zrobiło się późno więc poszła do domu.
-Mhm...dobra. Gramy w pokera?-rzuciłem z uśmiechem
-Zawsze-wyszczerzyli się i zaczęliśmy grać.


Perspektywa Karola
Szedłem przed siebie. Gdańsk nocą jest naprawdę piękny. Udałem się na spacer wzdłuż Motławy. Byłem pogrążony w myślach. Zastanawiałem się czy to co mówi Igła ma jakiś sens. W sumie...nie. Nie kocham jej. Przecież ona mnie nie nawidzi. Jednak widok zakochanych którzy jak na złość byli wszędzie, wzbudzał we mnie dziwne uczucie. Czyżby zazdrość? Nie to nie możliwe. Krzysiek nie ma racji. A może jednak?  Dobra Karol ogarnij się bo zaraz zaczniesz gadać sam do siebie. W sumie to już to robię. Krążyłem bez sensu po gdańskich uliczkach. Nawet nie wiem kiedy zrobiło się jasno więc wróciłem do hotelu.  Muszę się jeszcze spakować, a wyjeżdżamy za...o kurwa mam 1,5 godz! Wbiegłem do pokoju. Spakowałem walizki i zszedłem na śniadanie.


Perspektywa  Natalii
Wróciłam do domu koło 23:30.
-Już jestem!-zawołałam lecz odpowiedziała mi cisza
-Paula?-spytałam wchodząc do pokoju, ale był pusty.-Zajebiście.
Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do blondynki. Poczta głosowa. Super. Dzwonię do Igły.
-Halo?
-No siema co robicie?
-Gramy w pokera
-A nie powinniście spać?
-Nie, czekam na Karola.
-Znowu gdzieś polazł?
-Na to wygląda. A ty czemu nie spisz młoda?
-Pauli nie ma.
-Cholera, myślisz że coś się stało?
-No właśnie nie wiem. Nie odbierała telefonów.
-To tak jak Kłos.
-Co ja mam zrobić?
-Nie przejmuj się. Pewnie zaraz wróci.
-Może...
-Swoją drogą idealnie się dobrali nie sądzisz?-spytał lekko rozbawiony
-Tak. Są siebie warci.
-Ach ta dzisiejsza młodzież-westchnął-Dobra, idź spać i nie przejmuj się. Odezwę się jutro.
-Spoko to papa
-Dobranoc-powiedział  i się rozłączył.
No i co ja mam zrobić? Nic nie zrobię. Zrezygnowana położyłam się spać...
********
Obudziło mnie skrzypienie drzwi. Zerwałam się z łóżka.
-Spoko Nati to tylko ja-usłyszałam blondynke
-Tylko ty?! Tylko?! Gdzie ty kurwa byłaś?-pytałam wkurzona
-Wyluzuj....na spacerze byłam
-Na spacerze? W nocy? Może jeszcze sama?
-Tak
-Ja pierdole Paula!
-Przecież nic mi nie jest.
-A telefonu nie łaska odebrać?
-Bateria mi padła.
-Znikasz gdzieś, nie odbierasz telefonu i wracasz o szóstej rano.
-Przepraszam?-powiedziała nieśmiało
-Wiesz jak się o ciebie martwiłam? Ktoś mógł ci coś zrobić.
-Ale nic mi nie jest.
-Bo głupi ma zawsze szczęście-powiedziałam przytulając ją-Napijemy się kawy?
-Głupie pytanie-zaśmiała się a ja jej zawtórowałam
-Podejrzewam że rozmawiałaś wczoraj z Kłosem?-zapytałam pijąc napój bogów
-Tak-westchnęła
-I co?
-Nico.
-Jak to?
-Jest debilem i tyle. Założył się z Wroną że mnie zaliczy-szepnęła
-Powiedział ci to?
-Tak.
-Tak poprostu?
-Zaczął mnie przepraszać, kiedy zapytałam za co powiedział że za tą noc, za to że  nie przyszedł osobiście tylko przysłał Kubę i za to że założył się z Andrzejem. Tłumaczył że nie chciał tylko Wrona go namawiał a on był pijany. A potem wcale nie zrobił tego dla zakładu...
-Igła miał racje-westchnęłam
-Z czym?
-Zachowujecie się gorzej niż dzieci. A teraz jedz-powiedziałam stawiając przed nią mleko i płatki.


Perspektywa Igły
Siedzieliśmy w stołówce kiedy dostałem sms-a od Natalki.
"Hej Krzysiu. Księżniczka już w domu :) " 
"Okey. Teraz czekamy już tylko na księcia. xD "
"Jeszcze go nie ma!?"
"Ooo...właśnie się pojawił"
"Najwyższa pora. Pilnuj go. Miłej podróży. "
"Taa... postaram się.  Dzięki.  Pozdrów blondi. :D"
-Wreszcie zjawił się nasz młody bóg!
-Mi też miło Cię widzieć Krzysiu.
-To gdzie to się było mój drogi kolego?
-Wszędzie i nigdzie Igła.
-Nie chcesz to nie mów. -powiedziałem z lekkim urażeniem w głosie
-O proszę! Kto to nas zaszczycił swoją obecnością? -usłyszałem Stefana
-Yhym... cześć Trenerze. -odpowiedział Kłos
-Za 15 minut wyjeżdżamy. Jesteś spakowany?
-Taa...spoko spakowany jestem.
-A gdzie to się było?
-No...wiesz. Tam gdzie mnie nogi poniosły.
-Dobra panowie.  Ja idę. Igła pilnuj go.
-Nikt nie musi mnie pilnować. -odparł oburzony Karol
-Ja mam odmienne zdanie na ten temat. A Stefan się ze mn zgadza.-powiedziałem włączając się do rozmowy
-Czuję się jak w przedszkolu-skrzywił się środkowy 
-I tak się zachowujesz-odpowiedziałem.
Popatrzył na mnie spode łba i poszedł do autokaru. 

**********
Pojechaliśmy na lotnisko i każdy po pożegnanie poszedł w swoją stronę. 
-Ej... młody a ty się gdzie wybierasz? -zapytałem Kłosa, który oddalał się w drugą stronę z Wroną
-Do Łodzi a potem do domu? 
-No chyba jednak nie? 
-A dlaczego? 
-Ale ty głupi jesteś. 
-Weź Igła spierdalaj! Sam jesteś głupi. Do Bełchatowa jadę. 
-Nie. Stefan mi kazał cię pilnować. Więc za 5 minut mamy samolot do Rzeszowa.
-No to na co wy jeszcze czekacie? Zaraz wam spieprzy!  -powiedział Wrona i oddalił się w drugą stronę.  Ja zabrałem bagaż swój i Kłosika i pobiegł w stronę odprawy do Rzeszowa.  Tuż za mną biegł mój nowy podopieczny. Oddałem szybko nasze żeczy i w ostatniej chwili wbiegliśmy na pokład samolotu. Zajęliśmy swoje miejsca i zapieliśmy pasy. Gdy znaleźliśmy się już w powietrzu odezwał się pan obrażalski. 
-O kurwa Igła iphona nie wziąłem.
-Po pierwsze to ostatnio cały czas klniesz. Po drugie chyba sobie jaja robisz!
-Po pierwsze nie jesteś moim ojcem. Po drugie nie kurwa nie robie sobie jaj!
-No i co teraz? 
-Muszę wracać!
-W samolocie jesteś! 
-No przecież nie teraz! Jak wylądujemy. 
-Nigdzie nie będziesz wracał. Masz tu mój telefon dzwoń do dziewczyn niech go znajdą. 
-Jakich znowu dziewczyn?
-Do Pauli na przykład? 
-Zapomnij!
-To do Natki.
-Nie odbiera. -powiedział zrezygnowany po chwili 
-To teraz masz dwa wyjścia. Albo straciłeś twój kochany telefonik a razem z nim wszystkie kompromitujące zdj na przykład takiego Wroniastego. Albo dzwonisz do Pauli. Wybieraj.
-Krzyyysiiiuuu? - zapiszczał mi do ucha
-Zapomnij. Twój telefon. Twój interes. Dzwonisz czy nie?
-Ale ona nie odbierze przecież. 
-Dzwonisz z mojego więc odbierze.
-Rozłączy się jak usłyszy że to ja.
-Nie pierdol tylko dzwoń. -powiedziałem już tracąc cierpliwość
-A nie możesz ty?
-Nie 

Perspektywa Karola
Czemu ja mam takiego pecha? Czemu nie mogłem zostawić jakiejś bluzki? Czemu telefon? Przecież te zdjęcia nie mogą trafić w niepowołane ręce. Ręce Pauli też nie są odpowiednie, ale z dwojga złego lepsze jej niż jakiejś pokojówki. Dobra raz się żyję. 
-Jak mnie zabije przez telefon, to jesteś wspólnikiem w zabójstwie gwiazdy będącej przyszłością siatkówki.-skierowałem te słowa do siedzącego obok Ignaczaka
-Tak, tak. Dzwoń wreszcie. -odparł znudzony
Jeden sygnał....nic
Drugi sygnał....nic
Trzeci sygnał....nic
Czwarty sygnał....
-No hej Krzysiu! Już się stęskniłeś? -usłyszałem radosny głos blondynki
-Hej Paula... to ja Karol. 
-Nie chce z tobą rozmawiać. Nara!
-Nie poczekaj! Wysłuchaj mnie tylko!
-Mów... .
-Mam do ciebie ogromną prośbę. Zrobię dla ciebie co tylko zechcesz. Będę ci dłużny do końca życia i jeden dzień dłużej. Tylko zrób coś dla mnie.
-Ohohoho panie Kłos. Ciekawie się zaczyna. - tylko usłyszałem tą odpowiedź miałem ochotę się rozłączyć. Karol twój telefon cię potrzebuję, myśl racjonalnie. Jeden jedyny raz o coś ją prosisz.-pomyślałem i odparłem
-Zostawiłem telefon w hotelu. Pokój 121. 
-Chyba sobie Żartujesz! 
-Błagam Cię! Igła powiedział że nie będzie się po nie go wracał, a pilnuje mnie i nie chce póścić do Gdańska. 
-Czemu Igła Cię pilnuje? 
-Antiga mu kazał. Długa historia. 
-To gdzie ty teraz właściwie jesteś?
-W samolocie. 
-Dobra, inaczej gdzie lecisz.
-Do Rzeszowa. 
-Czemu nie wracasz do Belka? 
-Bo mi kurwa nie pozwolił, bo się ponoć jak dziecko zachowuję
-Hahahaha Żartujesz! 
-Nie żartuje. A to wcale śmieszne nie jest! 
-Nie krzycz na mnie.
-Sory.
-Powiedz to jeszcze raz.
-Co?
-To co przed chwilą. 
-Sory.
-Tak i wiadomo że coś chcesz. Słychać tą skruchę w twoim głosie. 
-To jak będzie?  
-Zobaczę co da się zrobić, ale jak mi się uda to wisisz mi ogromną przysługę. 
-Wiem
-Jak by coś.  To będę dzwoniła do twojego nowego tatusia. Pa
-Aaa... i pozdrów Krzysia. Powiedz mu że współczuję takiego dziecka. -rozłączyła się, a we mnie aż kipiało. Taką miałem ochotę ją zjechać. 
-I jak? -zapytał Ignaczak zabierając mi swój telefon
-Kazała Cię pozdrowić! I powiedziała że współczuję takiego dziecka!
-Hahahaha no właśnie.... Gdzie popełniłem błąd?  Uuu... aha rozumiem ona uraziła twoje ego a ty nie mogłeś się odszczekaj i musiałeś się przed nią płaszczyć tak? 
-Daj ty mi święty spokój! Jutro wracam po mój telefon. 
-Okey.
-Okey!? Jutro mogę a dziś nie!? 
-Tak.
-Wyjaśnij mi, bo kurwa nie rozumiem!
-Jak zwykle zresztą nie rozumiesz. Po gadasz z nią. A to tylko o to chodziło.
-Wy to wszyscy uknuliście? 
-Tak, ale z tym telefonem to nam bardzo pomogłeś. 
-W dupie mam was wszystkich. Dzisiaj wracam do Gdańska. 
-To masz sporą dupy. -Igła jak zwykle walnął na koniec ripostę,  która nawet przy moim tak wysokim stanie wyburzenia rozbawił mnie do śmiechu.  Nie wytrzymałem i parsknęłem śmiechem razem z nim. A ludzie siedzący obok spojrzeli na nas z politowaniem. Co jeszcze bardziej nas rozbawiło.