czwartek, 15 października 2015

Rozdział 22

-Wstawać śpiochy!-usłyszałam Ignaczaka
-Krzysiek morda. Niektórzy chcą spać-wymruczał Karol wtulając się we mnie
-Dziewczyny obudzilismy na śniadanie a was dopiero na obiad-wtrącił Wrona
-Dociencie nasze dobre serduszka-dodał Igła
-Mówiłam wam że poszli spać później niż my-powiedziała Iwona, która zjawiła się obok męża
-Główka nie boli skarbie?-wyszczerzył się do niej Igła
-Już przestała-posłała mu piękny uśmiech
-O której młodzi poszliście spać?-dopytywał Krzysiek
-Nie za dużo chciałbyś wiedzieć Krzysiu?-spytałam na co on pokręcił przecząco głową.
-Koło 4:30 skończyli-poinformował ich Guma-A dziewczyny wróciły o 3
-Guma a ty spać na starość nie możesz?-wymamrotał Karol bawiąc się moimi włosami
-Za głośno byłeś. Najpierw myślałem że to Paula ale to jednak byłeś ty-odpowiedział z uśmiechem i wszyscy się zaśmialiśmy
-Kotek oni się ze mnie śmieją-po żalił się Karol patrząc na mnie wielkimi oczami
-Jej moje biedactwo-powiedziałam z udawaną powagą i przytuliłam go do siebie-Jesteście z siebie dumni?-rzuciłam oskarzycielskim tonem w kierunku chłopaków, ale widząc minę Igły który serio się przestraszył parsknęłam śmiechem
-Oj Krzysiu, Krzysiu ty myślałeś że ona tak serio?-spytała Iwona patrząc na swojego męża z politowaniem
-Jesteście okropne-powiedzieli równocześnie Igła i Karol co wywołało u nas kolejną fale śmiechu.
-Dobra starczy tego dzieciarnia, idziemy jeść-zdecydował Guma I już ich nie było.
-Pfff....myślałem że staniesz w mojej obronie-powiedział patrząc na mnie z wyrzutem
-No przecież Stanęłam!
-Wcale nie. Foch-odwrócił się i poszedł do łazienki
-Grrr....czy każda wiewiórka jest taka wkurzająca?!-pomyślałam na tyle głośno żeby to usłyszał
-Słyszałem!-krzyknął a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Wzięłam ubrania i nie zważając na to że Karol okupuje łazienkę poszłam się wyszykowac.
-Ej puka się-rzucił oburzony
-Po pierwsze to jesteś w moim pokoju, a po drugie od kiedy ci to przeszkadza?-spytałam patrząc na niego wyzywająco
-Grrr...czemu ja nie umiem się na ciebie gniewać?-westchnął a ja się zaśmiałam
-Loluś-zaczęłam
-Tak skarbie?-spytał myjąc zęby
-Czyli już się na mnie nie fochasz?-spytałam nieśmiało
-Pewnie że nie-powiedział i chciał mnie pocałować ale się odwróciłam
-To dobrze bo teraz ja się na ciebie focham za tamtego focha.-rzuciłam, wyszłam z łazienki i chciałam zejść na śniadanie ale uniemożliwiły mi to silne kłosowe ramiona.
-Pauliś-mruknął mi do ucha-Nie złość się na mnie. Przepraszam-powiedział przytulając mnie do siebie
-Loluś ale ja nie jestem na ciebie zła-powiedziałam z uśmiechem
-Nie?
-Nie.
-Ale mówiłaś...
-Żartowałam-powiedziałam uśmiechając się łobuzersko a on oparł mnie o ścianę
-Wredota-stwierdził poczym namiętnie mnie pocałował
-Lolek chodź na śniadanie....znaczy na obiad bo nas zlinczują-powiedziałam odpychając go lekko
-Nie bój się. Ja cię obronie. Poza tym jeszcze się tobą nie nacieszyłem-mruknął łącząc znowu nasze usta w pocałunku. Po raz kolejny mu uległam. Muszę poćwiczyć nad silną wolą. Dopiero po jakimś czasie się ogarnęłyśmy i zeszliśmy na obiad trzymając się za ręce.
-Proszę proszę kogo ja tu widzę-zaśmiał się Antiga
-Cześć Trenerze-powiedzieliśmy jednocześnie
-Dłużej się nie dało?-spytał rozbawiony Igła
-Dlaczego nie było was na śniadaniu?-spytała Dominika i wszyscy parsknęli śmiechem.
-Wujek mi przyniósł śniadanie do łóżka-powiedziałam patrząc na Karola
-Ja też chcę żeby mi przynoszono jedzenie do łóżka! Tato!
-Wielkie dzięki Paula-buraknął Igła
-Nie ma sprawy Krzysiu-posłałam mu całusa w powietrzu i usiadłam z Karolem do stolika.

-To co robimy teraz?-spytał Karol gdy zjedliśmy posiłek
-Jedziemy na lotnisko bo się spóźnimy!!!-zawołała Natalia wymachujac biletami
-Ohh...nie zostaniesz ze mną?-spytał Lolek łapiąc mnie za rękę
-Kotku, jutro szkoła-westchnęłam zrezygnowana
-Ale...
-Po gadacie na lotnisku dzieciaki-zdecydował Igła-Jazda po bagaże i spadamy.
Szybko więc wzięłam  walizkę pożegnałam się z całą ekipą i wsiedlismy do auta Igły.
-Będę tęsknił-powiedział Kłos przyciągając mnie do siebie
-Ja też skarbie-złożyłam pocałunek na jego ustach
-Uważajcie na siebie. I  dajcie znać jak dolecicie-poprosił Krzysiu żegnając się z nami
-Jasne a wy skupcie się na grze i wygrajcie-puściłam im oczko
-Dla ciebie wszystko-wyszczerzył się mój chłopak namiętnie mnie całując.
-Dobra starczy tego dobrego. Chodź bo się spóźnimy-powiedziała rozbawiona Nati ciągnąc mnie w stronę terminalu-Powodzenia chłopaki-rzuciła z uśmiechem i juz nas nie było.

Lot minął spokojnie i o 20:15 byłyśmy już w domu.
-Zjadłbym coś?-powiedziałam wchodząc do kuchni
-Ja też. To ty coś zrób a ja idę się ogarnąć-wyszczerzyła się Nati i juz jej nie było. Zrobiłam kolacje, którą Zjadłyśmy ze smakiem. Potem poszliśmy spać bo w końcu trzeba wstać na rozpoczęcie roku szkolnego.